King's Disease III - to szesnasty album studyjny amerykańskiego rapera. Został wydany 11 listopada 2022 roku przez Mass Appeal Records. Album jest trzecim wpisem z serii albumów Nas „King's Disease” i jest kontynuacją jego albumu „King's Disease” z 2020 roku i albumu „King's Disease II” z 2021 roku. Album, podobnie jak poprzednie dwa albumy zostały wyprodukowane przez Nas’ a i amerykańskiego producenta muzycznego Hit-Boy’ a. W międzyczasie został wydany album „Magic”. Nieoczekiwany i zaskakujący materiał , produkcją którego to zajął się nie kto inny jak Hit-Boy. Wszystko scaliło się idealnie w czasie. Słuchacze i wierni fani Nas dostali przez te parę lat solidną dawkę znakomitości artystycznej, którą wyraża w zwrotkach. Produkcja muzyczna jest wprost proporcjonalna do tego o czym mówi Nasir. Kunszt doskonałości. Przecudownie słyszeć wzajemne zrozumienie artystyczne obydwu Panów. To czuć i słychać. Prawda płynąca z serca.
„Ghetto Reporter”. Producenta nie będę rzecz oczywista przedstawiał. Od samego początku słychać co się wydarzy. Nas bez zastanowienie wpada i rozszarpuje mikrofon. Bit, który serwuje hit jest niesamowicie oldskulowy. Te klawisze, bas i sample. Nie sposób nie zacisnąć zębów i krzyknąć głośno, że ukazują się właśnie takie albumy. Nie wykreowane przez producentów i firmy fonograficzne tylko przez samych artystów. Jest to przepięknie prawdziwy zabieg, do którego Nas się nie zmusza. On to ma we krwi. O tym właśnie jest ten kawałek.
„Legit”. Delikatny i z wstrząsem. Nas zaczyna bez pośpiechu. Słyszymy gospel chór. Po nim włącza się Nas. Odważnie, rozważnie z pewnością siebie jak zwykle. Opowiada i przekazuje informacje. Lekkość i bez bitu. Sam bas i sampel. Minuta 10 sekund i wchodzi bit. Niesamowita stopa z werblem. Do tego pianino, które zapada w głowie na stałe. Rewelacyjnie posklejane brzmienie. Stara szkoła i jest świeżo. Doskonale!. Utwór jest „legalny” i nie opowiada o przechwałkach, tylko o prawdziwym życiu. Raper mówi o skromności i czystej prawdzie, która wypływa z serca.
„Thun”. Utwór opierający się na samplach z The Bridge Is Over- Boogie Down Productions (DJ Scott La Rock, KRS-One). Hit-Boy fantastycznie wszystko tutaj skomponował. To jest doskonałe. Idealnie zespolone. Pauzy, bit, akcenty. Nie da się nie wysłuchać do końca. Urozmaicenie. Nie nuży, nie męczy. Nas kładzie na całokształt genialną warstwę wokalu. Opowieść o Queens. Lekko, bez „napinki”. Słuchasz i rozumiesz. Ekstra!
„Michael & Quincy”. Bit unosi i urzeczywistnia wszystko co nieprawdopodobne. Automat perkusyjny wyrzuca nas w kosmos. Wchodzi bas i smyczki w tle. Dźwięki syntezatorów mordercze. Ruszasz głową, gdy Nas strasznie pewnie wchodzi na bit. Nie można go zatrzymać. Opowiada i nie może przestać. Czuć energię i niebywałą chęć przekazania wszystkiego co siedzi na sercu. Prawda, aż kipi. Wiercisz się na krześle i nie przestajesz słuchać. Niezwykła symbioza podkładu i słów rapowanych przez Nasira.
„30”. Utwór , w którym raper opowiada , że 30 lat w branży, to naprawdę sporo. 2 minuty i 18 sekund. Nie musi już nic udowadniać. Krótkich parę istotnych wersów. Co przeżył, co osiągnął i kto go wystawił (Pete Rock). Krótko na temat. Jest wysoko. I to wystarczy. Hit zrobił lekko nowo brzmiący podkład. Fajny nie przesadzony. Brzmi ciekawie i zwyczajnie swojsko. Piękne!
„Hood2Hood”. Elementy z Da Butt Marcus’ a Miller’ a rozbrzmiewają tutaj bardzo wyraziście i błyskotliwie. Reszta podkładu porywa dzięki perkusji i syntezatorom. Nasir Jones zdobył się na niesamowitą prawdę. Mówi do wszystkich swoich braci. Kipi przekazem zanurzonym w rzece szczerości, w której zanurzył się już dawno. Klasyczny rap, bez którego byłoby ciężko się odnaleźć.
"Recession Proof". Dowód recesji znakomicie mknie do przodu. Głównie za sprawą Hit’ a, który to skomponował utwór w sposób mądrze brzmiący. Zmodyfikowany bas brzmi bosko. W tle zapętlone efekty z syntezatora i te dzwoneczki. Co za podkład!. Rap konkretny , bez owijania w bawełnę. Prawda tutaj się sączy i nie może przestać. Nie ma śpiewanych tandetnych refrenów. Jest twardo i prosto!.
„Reminisce”. Opowiadane wspomnienia na zsamplowanym "You Remind Me" napisanym i stworzonym przez Dave’ a Jam Hall’ a i Eric’ a Milteer’ a. Lata 90-te, te lata które najpiękniej się wspomina nie tylko w muzyce Rap. Świetne brzmienie i wyczucie smaku. Pewnie się powtórzę, lecz Nas i Hit-Boy znaleźli przewspaniały język. Są niebywale spójni. Jeden uzupełnia drugiego i odwrotnie. Utwór pełen znakomitości, nieodzownej staranności. Koloryt w pełnej krasie. Nieoczekiwane rozwiązania. Mieszanka tętniąca autentycznością.
„Serious Interlude”. Nas w odsłonie męsko-damskich perypetii. Trochę miłości, trochę niebezpieczeństwa. Wszystko okraszone niezawodnym bitem od Hit’ a. Troszkę Cool J’ owy klimat z uroczymi chórkami bardzo ładnie brzmiących wokali. To jest powrót do niesamowitych rzeczy, które działy się kiedyś. Raper ukazuje nam, że wszystko to wspaniałe może swobodnie, bez żadnego lęku zadziać się dzisiaj i będzie ekskluzywnie. Chce się zatańczyć z piękną niewiastą, która jest blisko….
„I’ m on fire”. Wykorzystano w tym utworze elementy sampli z NBA Jam i Street Fighter II: The World Warrior. Ciekawy zabieg. Bardzo wyraziste bębny w połączeniu z niewielkim dodatkiem dźwięków w tle oraz refrenu. Znakomita dawka energii w rapie i świetnego przekazu w słowie. „Podpalacz rapu” nie zatrzymuje się i reprezentuje swój rap w sposób bardzo wyjątkowy. Jest niesamowicie sklejony z całym podkładem. Genialne. Ogień płonie cały czas!
„WTF SMH”. Wchodzimy w mantrę zapętlonych sampli. Unosi i czasami wybija z rytmu. Głowa się rusza, nogi wybijają rytm w podłogę. Urozmaicenie. W połowie utworu….zmiana, jest zaskoczenie. Zupełnie coś świeżego. Nas wspaniale wypełnia każdą przestrzeń w podkładzie. Słucha się przyjemnie i z zadowoleniem. Bębny nie cykają. Są klasyczne i wyraziste. Super! Drugi z najdłuższych utworów na płycie. 3:48. Druga połowa to praktycznie a cappella treści Nasira, które chce i wyraża z dość sporym zaangażowaniem. Bez sztucznego zmieniania flow ;)
„Once a Man, Twice a Child”. Utwór o życiu. Raz mężczyzna , dwa razy dziecko. Taka proporcja dotyka Jonesa. Bit klasyczny. Bez zbędnego upiększania. Dźwięki syntezatora tlą się w tle jak delikatne ognisko, które wprawia nas w dobry nastrój. Kompozycja dość oszczędna, lecz wymowna. Wszystko szczepione w jedną całość. Nas z lekkością piórka unoszącego się na wietrze. Do tego ten wspaniały akcent jazzowy tuż na końcu. Prosto i ciekawie. Najdłuższy utwór na płycie.
„Get Light”. Najbardziej imprezowy utwór na płycie. Połamany bit , przejścia , pauzy i kusząca trąbka. Wszystko tutaj się znajduję. Można tańczyć, bujać się siedząc lub wystukiwać rytm palcem. Nasir Jones opowiada nam o kobietach i świetle, które można uzyskać. Kobiety to światło, a światło to kobiety. Dużo tych kobiet ;). Stonowane flow, w pełnej gotowości do strzału. Celnie trafia w słuchacza. Zawiera element utworu Party and Bullshit stworzonego przez producenta Easy Mo Bee, a który to wykonywał Notorious B.I.G.
„First Time”. Bez żadnych zapożyczonych elementów. Bit miękko osadzony wśród akordów i dodatkowych delikatnych dźwięków w tle. Pierwszy raz kiedy usłyszałeś Nas’ a?. Nas wspomina o swoich pierwszych razach. O swoim początku, tak samo jak o początku innych. Był tam i wychował się na klasykach muzyki. O tym, że nie może robić nic innego. Large Professor, Columbia Records to wszystko tutaj się pojawia. Początki. Nas wchodzi w bit jak łyżka w dojrzałe awokado. Przepysznie się w tym uczestniczy.
„Beef”. Ostry, poważny utwór. Nas od początku do końca pędzi jak lokomotywa. Mięso skwierczy i się podgrzewa. Nie zwalnia z przekazem, w którym porusza temat zabitych „braci”, zazdrosnych ludzi, niebezpieczeństwie które czyha. Wie dobrze, że jeszcze pozostał On jeden. Prawdziwy i niepowtarzalny, daleki od popowego rapu. Odważny i świadomy. Czuć, że coś przeczuwa. Nie może odpuścić. Treści, które serwuje nam Nas , zmuszają do myślenia i odczuwania sercem i duszą. Hit stworzył bit, który przenosi nas do starych czasów wspaniałego rapu. Cudowne!. Wykorzystano sample z utworu N.Y. State Of Mind stworzonego przez DJ Premier, a który to wykonywał nie kto inny tylko Nas.
„Don’t Shoot”. Głęboki przekaz o tym , jak dużo „braci” ginie zastrzelonych. Nas niesie przesłanie i ten utwór jest jak modlitwa, a zarazem prośba. „ Nie strzelaj, nie strzelaj do gangstera, bo sam nim jesteś”. „Nie strzelaj, nie strzelaj do posłańca”. Esko wywodzi się z tych ulic. On wie, że może być również następnym zastrzelonym raperem. To czuć bardzo wyraźnie. Nie boi się , ale jest świadomy. Rapuje prosząc i artykułuje słowa bardzo jasno i czytelnie, jakby chciał wytłumaczyć z wielką dokładnością, co się dzieje. Nawet przyspieszenia są tak prowadzone. Fajny zabieg ze zmianą podkładu i urozmaiconego flow. Gitara podkreśla świetnie refren. Bit nie ma tendencji znudzenia. Dzieję się sporo.
„Til My Last Breath”. Bonus track na płycie. 17 utwór. Aż do ostatniego oddechu Nas zapewnia, że będzie szedł dalej i dalej. Nie jest komercją. Bity brzmią świeżo, choć po staremu. Pięknie wszystko się scala. Hit i Esko, ekipa która wchodzi na szczyt. Pewność siebie , charyzma i niezawodny plan działania. Trąbki w tle przepięknie zapętlone. Chce się wtapiać w tę atmosferę cały czas. 2:05 ciekawe przejście i wpłynięcie pod sam koniec, który również zaskakuje. Wykorzystano sample z utworu Narco, który stworzyli Thom Jongkind, Idir Makhlaf i Timothy Jude Smith, a wykonywał Blasterjaxx i Timmy Trumpet. Bas znakomicie trzęsie i rezonuje. Wszystko uwalnia i rozprzestrzenia energię.
„King’ s Disease III”. Płyta, która potwierdza doskonałą formę Nasira Jonesa. Płyta, która pozwala nam dostrzec prawdę treści i brzmienia. Lata 90-te są tutaj osadzone w sposób wyjątkowo świeży. Dzięki takim płytą wraca wiara w Rap, który poszybował w dziwnych i niezrozumiałych kierunkach. Ta płyta to nadzieja na piękno w muzyce. Nas nie potrzebuje gości. Sam wypada tutaj rewelacyjnie. Wspaniale, że ma obok siebie producenta, z którym wytworzyła się niebywała więź. To czuć w każdym bębnie, każdym samplu. Zachwycają podkłady, które nie są sztampowe i nudne. Wszyscy degustatorzy dobrego rapu powinni sięgnąć po ten krążek. Obowiązkowo. To biblia na dzisiejsze „rapowe czasy”.